Relacja Szymona Drabczyka 2018

Drodzy,
w sobotę każdy za metą Biegu Wedla mógł się napić gorącej czekolady. Wśród nagród dla najlepszych oraz wśród rozlosowanych upominków w znaczącej liczbie pojawiły się torciki wedlowskie. Wszyscy, którzy dobiegli dostali ponadto zestaw wedlowskich czekolad. Serwowano darmową kawę Woseba. Catermark karmił grochówką…
Jeden ze sponsorów zaoferował gratisowe zabiegi akupunktury usznej…
Zaawansowany 50-latek – Marek Dzięgielewski zajął drugie miejsce w kategorii open zarówno we wcześniejszym biegu na 5 km , jak i pół godziny późniejszym – na 9 km.
Słońce się nie pokazało.
Biegało się w tłoku.
Po asfalcie, ale też – szczególnie przy wyprzedzaniu – po lodzie.
Ja (wystartowałem tylko na 9 km) postanowiłem się tym mocno nie przejmować, chociaż nie biegłem w kolcach.
Najgorzej było z utrzymaniem równowagi przy skręcie – po pięciu okrążeniach – w drogę, która prowadziła do mety w amfiteatrze.
Ambicja gnała, żeby biec na złamanie karku, rozum podpowiadał, żeby zwolnić i nie zmarnować upadkiem wysiłku włożonego w pokonanie pięciu kółek wcześniej.
Przyhamowałem.
Przegrałem na ostatnich kilkuset metrach z dziewczyną, która zajęła wśród kobiet drugie miejsce. Ona miała kolce.
W mojej kat. M-50, jak zwykle, Marek Dzięgielewski był dla mnie zupełnie poza zasięgiem. Ale zająłem drugie miejsce. Z przewaga 30 s nad trzecim – Januszem Marciniakiem.
Nie stałem na podium, bo nagradzano tylko pierwszego.
Pozdrawiam
– Szymon 🙂